EnglishGermanPolish
EnglishGermanFrench
ItalianSwedishPolish

Sędzia Magda Figiel – 7 mln zł rocznie kasta rodzinna Pragi Północ wyciąga na kontaktach

Sędzia Magda Figiel – jak kasta zarabia na moim braku kontaktów z synami

V Wydział Rodzinny i Nieletnich Sądu Rejonowego Warszawa Praga Północ

Proceder uzależniania kontaktów z dzieckiem od widzimisię urzędników

Sędzia Magda Figiel działa w ramach V Wydziału Rodzinnego Sądu Rejonowego Warszawa Praga Północ. Nadzoruje moje kontakty z dziećmi. Trudno to właściwie nazwać nadzorem nad kontaktami. To raczej ordynarny proceder wyciągania przez kastę sądownictwa rodzinnego pieniędzy.

Na podstawie własnych doświadczeń podejrzewam i to z dużą dozą pewności, że w V Wydziale Rodzinnym Sądu Rejonowego Warszawa Praga Północ rozwinął się korupcyjny proceder wyciągania pieniędzy z Budżetu Państwa oraz z kieszeni osób prywatnych. Chodzi o dorabianie sędzin rodzinnych i kuratorów rodzinnych na tak zwanych kontaktach rodziców z dziećmi po rozwodzie. Skala procederu jest gigantyczna i w przypadku jednego tylko Sądu Rodzinnego Warszawa Praga Północ wynosi ostrożnie licząc około 7 200 000 (siedem milionów dwieście tysięcy złotych) rocznie. Cały proceder przedstawiam na przykładzie moich dzieci i nadzorującej moje kontakty z nimi sędzi Magdy Figiel.

Dojenie Skarbu Państwa oraz rodziców metodą na kuratora rodzinnego

Nie mam kontaktu z własnymi synami od lipca 2017 roku, gdyż była żona nie wydaje ich na kontakt, orzeczony wyrokiem sądu rozwodowego. W efekcie tego nie widuję dzieci już ponad 4 lata. W podobnej sytuacji jest wielu ojców w Polsce, gdyż na utrudnianiu ojcom kontaktów z dziećmi żeruje kasta sądownicza. Większość izolowanych ojców, takich jak ja, próbuje zwracać się o pomoc do lokalnego sądu rodzinnego. Wpadamy wówczas w tryby gigantycznego procederu korupcyjnego na wielomilionową skalę. Chodzi o wyciąganie ogromnych pieniędzy metodą na kuratora rodzinnego.

Sędzia Magda Figiel
Sędzia Magda Figiel

Sąd rodzinny na rozprawie przydziela do nierealizowanych kontaktów asystę kuratora rodzinnego. Od tego momentu, na każdym kontakcie pojawia się kurator sądowy jako obserwator. Za każde stawiennictwo, kurator dostaje ponad 200 zł dodatkowego wynagrodzenia. Pieniądze te pochodzą z budżetu państwa lub z kieszeni rodzica, jeżeli tylko ten da się wrobić z finansowanie procederu. Dojenie kasy państwowej lub rodzica metodą na kuratora może trwać nawet latami.

Sitwa sądownicza zarabia na kontaktach rodziców z dziećmi gigantyczne pieniądze. Z pazerności wrabiają więc w nadzory kuratorskie kogo się da i jak się tylko da. Według prawa, kuratora przydziela się na wniosek strony ale polska kasta rodzinna często omija prawo. W moim przypadku Sąd Apelacyjny w Warszawie przydzielił kuratora bez wniosku żadnej ze stron i to na rozwodowej rozprawie apelacyjnej. Jak wiadomo sąd apelacyjny może rozpatrywać sprawę jedynie w granicach zaskarżenia apelacją. W mojej sprawie sędziowie apelacyjni: Paulina Asłanowicz, Aleksandra Kempczyńska i Bernard Chazan przydzielili kuratora bez żadnego wniosku i wykraczając poza zakres zaskarżenia apelacją. Według oficjalnego uzasadnienia powodem przydzielenia nadzoru do moich kontaktów miał być jedynie fakt, iż dzieci na kontakt nie wychodzą. Prawda jest jednak taka, że nadzór kuratorski nad kontaktami wciska się w Polsce na siłę, gdyż dzięki temu układ sądowniczy latami wyciąga ogromne pieniądze ze Skarbu Państwa lub od rodziców. W przypadku jednego tylko Sądu Rodzinnego Warszawa Praga Północ daje to miliony złotych rocznie.

Sędzia Magda Figiel zatwierdza wypłatę pieniędzy nawet w sytuacji, gdy kontakt się nie odbył

Jak już wspomniałem, moje kontakty z synami, a właściwie próby realizacji tych kontaktów, nadzoruje sędzia Magda Figiel z V Wydziału Rodzinnego Sądu Rejonowego Praga Północ. Kontakty, na których pojawia się kurator zawsze są nadzorowane przez konkretnego sędziego w ramach sprawy nadzoru sygnowanej literami Opm. Do moich kontaktów z synami nie dochodzi bo dzieci nie są mi wydawane przez ich matkę. Stawiam się na kontakt i stawia się również kurator ale rozchodzimy się po kilku minutach. Potem kurator składa wniosek o wypłatę wynagrodzenia za obecność podczas kontaktu, a sędzia Magda Figiel przyklepuje wypłatę przymykając całkowicie oczy na to, iż kontakt się w ogóle nie odbył.

Przy moich kontaktach, wynagrodzenie kuratora pokrywane jest ze Skarbu Państwa, gdyż ja odmówiłem finansowania procederu z własnych pieniędzy. Moje próby kontaktów odbywają się dwa razy w miesiącu i za każdym razem kuratorzy dostają z pieniędzy podatników ponad 200 zł wynagrodzenia. Takich niezrealizowanych kontaktów, za które kuratorzy dostali nienależne pieniądze miałem już przez dwa lata 80! Z Budżetu Państwa wypłynęło więc ponad 16 tysięcy złotych i to tylko w moim przypadku.

Wszystkie wnioski kuratorów o wypłatę pieniędzy za kontakty, do których nie doszło, zatwierdza w moim przypadku sędzia Magda Figiel. Zgodnie z art. 91 ust. 1 pkt 3 Ustawy z dnia 27 lipca 2001 roku o kuratorach zawodowych, kuratorowi przysługuje ryczałt za obecność, a nie za samo stawiennictwo na kontaktach rodziców z dziećmi. Pieniądze za niezrealizowane kontakty kuratorom się więc nie należą. Przez 40 miesięcy żaden z moich kontaktów nie został zrealizowany, a mimo to sędzia Magda Figiel zatwierdziła za każdym razem wypłatę kolejnych pieniędzy z Budżetu Państwa. Dla mnie to defraudacja publicznych pieniędzy.

Przygnębia mnie sytuacja, w której układ Sądu Rodzinnego Pragi Północ zarabia na moim nieszczęściu od ponad dwóch lat i wszystko wskazuje na to, że zarabiać będzie dalej bo nie sposób się z tego wyrwać. Wszelkie wnioski o uregulowanie sytuacji przewlekane są latami i kończą się oddaleniem.

Sąd Rodzinny Pragi Północ metodą na kuratora rodzinnego wyciąga ponad 7 milionów złotych rocznie.

Moja sprawa nadzoru kuratorskiego założona została w maju, a więc w piątym miesiącu roku, pod numerem 226. Licząc proporcjonalnie, na Pradze Północ może być rozpoczynanych rocznie około 550 nadzorów kuratorskich. Wiele z tych nadzorów, tak jak i mój, trwa latami. Biorąc pod uwagę nowe nadzory i te kontynuowane z poprzednich lat, rocznie kuratorzy na Pradze Północ mogą realizować nadzory w około 1500 sprawach. Ich wynagrodzenie za kontakty pokrywają rodzice lub Skarb Państwa. Optymalnie dla układu sądowniczego jest, gdy rodzice nie chcą płacić lub mają komornika. Wtedy płaci Skarb Państwa. Jak wiadomo, pieniądze podatników nigdy się nie kończą a ich wypłata jest zawsze gwarantowana. Wyciąganie kasy ze Skarbu Państwa metodą na kuratora może więc trwać latami. Tak jest właśnie w przypadku moich kontaktów nadzorowanych przez sędzię Magdę Figiel.

Na moich kontaktach, układ wyciąga rocznie z Budżetu Państwa 4800 zł. Jeżeli pomnożymy to przez 1500 kontaktów potencjalnie nadzorowanych przez Sąd Rodzinny Warszawa Praga Północ, to otrzymamy zawrotną sumę siedmiu milionów i dwustu tysięcy złotych wyciąganych łącznie rocznie we wszystkich nadzorowanych tam sprawach.

Proceder wyciągania pieniędzy metodą na kuratora rodzinnego jest świetnie zorganizowany

W obu wydziałach kuratorskich Sądu Rodzinnego Warszawa Praga Północ pracuje 15 kuratorów zawodowych i niejawna ilość kuratorów społecznych. Według statystyk w Polsce na każdego kuratora zawodowego przypada 4 kuratorów społecznych. Można więc oszacować, że przy Sądzie Rodzinnym Warszawa Praga Północ pracuje 15 kuratorów zawodowych i 60 kuratorów społecznych. Łącznie jest więc tam 75 kuratorów rodzinnych do nadzorowania kontaktów.

Po podzieleniu 1500 spraw przez 75 otrzymamy 20 spraw przypadających na każdego kuratora. Ponieważ kontakty odbywają się zwykle dwa razy w miesiącu, więc każdy kurator asystuje średnio przy 40 kontaktach miesięcznie. Część nadzorów kuratorskich realizowana jest w tygodniu, po godzinach pracy, ale zapewne większość przypada na weekendy. Zwykle kontakty w jednej sprawie odbywają się co drugi tydzień. Po przeliczeniu wychodzi, że na każdy dzień weekendu jeden kurator ma do obskoczenia średnio 2-3 kontakty. W tej sytuacji kuratorzy najbardziej cenią sobie te kontakty, które nawet się nie rozpoczynają tzn. dzieci na kontakt nie wychodzą. Wtedy kurator po kilku minutach jest wolny i może jechać na kolejny kontakt.

Kuratorzy rodzinni z Warszawy Pragi Północ są świetnie zorganizowani. Na moich kontaktach pojawiają się różni kuratorzy. Nigdy nie wiadomo kto przyjdzie. Taka elastyczność ułatwia cały proceder. Po prostu jeżeli jeden kurator jakimś cudem musi na kontakcie zostać dłużej, gdyż na przykład jakieś dziecko zdecydowało się wyjść z ojcem albo ojciec uparcie stoi pod drzwiami, to wówczas kurator wysyła SMS-a i na kolejnym kontakcie w tym dniu zastępuje go inny kurator.

Na jednego kuratora lub sędziego uczestniczącego w procederze może przepadać około 90 000 zł rocznie

Jak wynika z powyższego, suma 7 200 000 tysięcy rocznie jest całkowicie realna. Daje to 600 000 zł miesięcznie do potencjalnego podziału wśród uczestników procederu. Podejrzewam, że kuratorzy muszą dzielić się swoją dolą z sędzinami rodzinnymi. Bez pomocy sędzin rodzinnych proceder na taką skalę nie byłby po prostu możliwy. Przecież to sędziny rodzinne zatwierdzają wynagrodzenia kuratorów. W moim przypadku sędzia Magda Figiel robi to według mnie nawet bezprawnie tj. w sytuacji gdy do kontaktu w ogóle nie dochodzi. Z doświadczenia wiem, że sędziowie rodzinni zrobią wszystko by nadzór kuratorski nad kontaktami trwał latami. Muszą mieć w tym konkretny interes.

W V Wydziale Rodzinnym Pragi Północ orzeka 9 sędzin. Jeżeli wszystkie te sędziny uczestniczą w procederze, to wraz z kuratorami mamy 84 uczestników układu. Po podzieleniu 600 000 zł na 84 otrzymujemy kwotę 7 000 zł miesięcznie. Tak więc każdy uczestnik może wyciągać w procederze 7000 zł miesięcznie. Rocznie daje to 90 000 zł dodatkowego zarobku dla każdego uczestnika układu.

W ten sposób kasta sądownictwa rodzinnego dorabia sobie na nieszczęściu dzieci. Na kontaktach wyciągają ponad 7000 zł miesięcznie extra pensji. Sędziny i kuratorzy rodzinni zrobią więc wszystko by nadzory kuratorskie trwały jak najdłużej a relacje pomiędzy dzieckiem i zdalnym rodzicem były jak najgorsze. Dokładnie tak właśnie działa sędzia Magda Figiel w moich sprawach. Wszystko przewleka, paraliżuje i niweczy. Dzieci od kilku lat nie mają w ogóle ojca a oni wyciągają na tym 4800 zł rocznie ze Skarbu Państwa.

Dla kasty sądowniczej każdy zakończony nadzór to strata części comiesięcznego extra wynagrodzenia. Zależy im by każdy nadzór kuratorski trwał jak najdłużej. Sędziny z V Wydziału Rodzinnego Pragi Północ np. sędzia Magda Figiel to prawdziwe mistrzynie w przewlekaniu spraw rodzinnych tak by niczego nigdy nie unormować. Relacje zdalnego rodzica z jego dzieckiem pogarszają się wprost proporcjonalnie do zarabianych przez układ pieniędzy.

Sędzia Magda Figiel wszczyna z urzędu fikcyjne sprawy by stwarzać wrażenie że sąd coś robi

Moje kontakty z synami nie są realizowane od lat. Sytuacja wymaga więc szybkiej reakcji sądu ze względu chociażby na dobro dzieci. Zwykle w takiej sytuacji zdalny rodzic wszczyna sprawy, które sąd rodzinny może sobie przewlekać w nieskończoność. Dzięki temu stwarza wrażenie, że sytuacja jest pod kontrolą i coś się w sprawie dzieje. Ja natomiast, po swoich wcześniejszych doświadczeniach z przewlekaniem spraw przez V Wydział Rodzinny Sądu Rejonowego Praga Północ, nie mam zamiaru uczestniczyć  w całym tym cyrku i spraw o unormowanie sytuacji nie wnoszę. Kasta ma więc ze mną problem, gdyż zachowuję się niestandardowo.

Nadzorująca moje kontakty sędzia Magda Figiel wraz z kierownikiem kuratorów rodzinnych Ewą Majka Janiak wymyśliły na to sposób. Wszczynają wspólnie fikcyjne sprawy z urzędu dotyczące moich kontaktów. W szczególe wygląda to tak, że kierownik kuratorów Ewa Majka Janiak kieruje do sędzi Magdy Figiel oficjalną urzędową notatkę o tym, że trzeba coś zmienić w moich kontaktach bo do nich nie dochodzi. Na tej podstawie sędzia Magda Figiel wszczyna fikcyjną sprawę z urzędu i wyznacza odległą rozprawę. Potem sprawa kończy się bzdurnym postanowieniem, które nie ma szans na realizację, a w samych kontaktach nic się dalej nie zmienia. Wtedy kierownik kuratorów Ewa Majka Janiak składa kolejną notatkę. W moim przypadku nawet nie wysila się by napisać coś nowego tylko składa kopię notatki poprzedniej z nową datą. Sędzia Magda Figiel wszczyna znowu kolejną fikcyjną sprawę z urzędu o to samo co poprzednia i wyznacza znowu odległą rozprawę. Taki cyrk z sędzią Magdą Figiel w roli głównej trwa u mnie już prawie dwa lata. Zapewne wszystko po to by układ nie stracił możliwości wyciągania pieniędzy ze Skarbu Państwa na moich kontaktach.

Bicie piany według sędzi Magdy Figiel

Wszystkie te powtarzane fikcyjne sprawy są biciem piany i do niczego nie prowadzą. Przykładowo, jedna taka sprawa zakończyła się absurdalnym postanowieniem, że ja i żona mamy się dogadywać i razem ze sobą chodzić na kursy rodzicielskie. Tymczasem oboje jesteśmy maksymalnie skonfliktowani i wiadomo, że taki wyrok nie ma szans na realizację. Na dodatek, brak realizacji wyroku nie wiąże się z żadnym zagrożeniem. Więc po co to realizować?

W kolejnej fikcyjnej sprawie sędzia Magda Figiel zarządziła badanie w OZSS, doskonale zdając sobie sprawę, że od lat odmawiam udziału w feministycznym cyrku określanym mianem OZSS RODK. Więcej na ten temat zawarłem w artykule: Opiniodawcze Zespoły Sądowych Specjalistów OZSS RODK – fabrykowanie opinii na zlecenie i pod tezę sędziny rodzinnej . Badania w OZSS wymagają zgody. Jeżeli ktoś nie wyraża na nie zgody to wówczas nie mogą się odbyć. Ja nie wyraziłem takiej zgody i poinformowałem o tym sędzię Magdę Figiel pismem procesowym. Efekt był taki, że sędzia Magda Figiel badanie i tak sobie zarządziła wiedząc, że się nie odbędzie.

Na badanie w OZSS czeka się wiele miesięcy. Ja mam wyznaczony termin badania za 8 miesięcy. Tyle czasu muszę czekać tylko na to by wejść na badanie i oficjalnie ponownie odmówić udzielenia zgody na jego przeprowadzenie. Potem badanie się nie odbędzie. Widać dobitnie, że sędzi Magdzie Figiel chodzi tylko o to by ciągnąć jak najdłużej kolejną fikcyjną sprawę i udawać, że sąd coś robi.

Obecnie już nawet nie chodzę na rozprawy w tych fikcyjnych sprawach wszczynanych z urzędu przez sędzię Magdę Figiel. Nic z tych fikcyjnych spraw nie wynika i to po prostu strata czasu i benzyny. Jestem tylko jedną z dojnych krów dla układu. Takich jak ja na Pradze Północ jest 550. Układ rodzinny Pragi Północ zarabia  na nas 7 200 000 złotych rocznie.

W efekcie utrudniania moich kontaktów z synami przez sąd oraz matkę właścicielkę:
Ze starszym 10-letnim synem nie mam kontaktu 5 lat 1 miesiąc i 27 dni
Z młodszym 7-letnim synem nie mam kontaktu 4 lata 9 miesięcy i 24 dni

Przeczytaj również:

Udostępnij ten artykuł: