EnglishGermanPolish
EnglishGermanFrench
ItalianSwedishPolish

Syndyk Marcin Krzemiński cz. 2 – łamanie prawa wierzyciela na każdym kroku, czyli historia konkretnej upadłości

Syndyk Marcin Krzemiński cz. 2

Kancelaria Prawnicza Wspólnicy Malecha Krzemiński Noga

Artykuł stanowi kontynuację artykułu: Syndyk Marcin Krzemiński – młody kanonista kościelny ze wsi na Kujawach, który zarządza ponad połową masy upadłościowej Warszawy i okolic

Były kanonista kościelny

Syndyk Marcin Krzemiński to były kanonista kościelny, a obecnie główny egzekutor uberkasty odpowiedzialny za przejmowanie majątków. Dzięki uberkaście jest niemalże monopolistą upadłościowym w okręgu warszawskim. Wraz z żoną Jolantą Ogorzałek Krzemińską prowadzą jednocześnie 129 postępowań upadłościowych, podczas gdy inni syndycy mają maksymalnie po kilka postępowań. Krzemińskim pomaga 26 młodych prawników z klanów uberkasty. Działają w ramach Kancelarii Prawniczej Wspólnicy Malecha Krzemiński Noga WMKN, która mieści się tuż obok Ministerstwa Sprawiedliwości i jest nadzwyczaj ściśle nadzorowana przez ludzi ministerstwa. Poniżej przedstawiam jak bezwzględnie i z podeptaniem prawa działa syndyk Marcin Krzemiński w konkretnym postępowaniu upadłościowym mojej byłej żony.

Współpraca komornika Renaty Delert z syndykiem Marcinem Krzemińskim przy przejmowaniu nieruchomości

Moja była żona została namówiona przez komornika Renatę Delert do ogłoszenia upadłości. Jej upadłość jest dla uberkasty atrakcyjna, bo można w niej przejąć nowe mieszkanie będące we współwłasności mojej i byłej żony. Postępowanie dostał więc naczelny egzekutor uberkasty – syndyk Marcin Krzemiński. Teraz we współpracy z komornikiem Renatą Delert próbują przejąć i spieniężyć to mieszkanie. Współpraca syndyka z komornikiem to piekielnie cwana metoda przejmowania nieruchomości należących do rozwiedzionych małżonków. Poniżej przedstawiam schemat działania.

Syndyk Marcin Krzemiński
Syndyk Marcin Krzemiński

Byli małżonkowie po rozwodzie są zwykle ze sobą skonfliktowani i nie mogą razem mieszkać. Jedno z nich się wyprowadza a drugie zostaje we wspólnym mieszkaniu. Najczęściej ewakuuje się kobieta wraz z dziećmi, a w mieszkaniu zostaje mąż. Wtedy dopada go sędzia od alimentów i nakłada obowiązek alimentacyjny na uprowadzone przez żonę dzieci. Alimenty nakładane przez sędziego uberkasty są zawyżane tak by ojciec dzieci nie był w stanie ich regulować. Nakłada się je w taki sposób aby były wymagalne zanim jeszcze ojciec dowie się o obowiązku alimentacyjnym. Dokładnie w taki sposób nałożyła na mnie alimenty sędzia Małgorzata Sachajczuk Puławska z I Wydziału Cywilnego Sądu Okręgowego Warszawa Praga.

Równocześnie z postanowieniem o alimentach kobieta otrzymuje tytuł egzekucyjny, z którym może pójść do komornika. Dzięki temu ojciec dzieci staje się natychmiast dłużnikiem alimentacyjnym z komornikiem na karku. Alimenty są zawyżone więc ojciec płaci je tylko częściowo i dług narasta. Komornik dopisuje do tego swoje koszty, kary, prowizje i odsetki. Po pewnym czasie, jak uzbiera się większy dług, komornik może przystąpić do egzekucji z połowy mieszkania należącej do dłużnika. W tym celu nakłania alimenciarę by zleciła mu egzekucję z nieruchomości, w której panoszy się jej były mąż. Połowy mieszkania komornik sprzedać nie da rady więc równocześnie nakłania kobietę do ucieczki od spłacania kredytu hipotecznego poprzez ogłoszenie upadłości konsumenckiej. Upadłość konsumencka pozwala na wkroczenie syndyka uberkasty i przejęcie drugiej połowy mieszkania.

W efekcie komornik zabiera połowę nieruchomości należącą do ojca dzieci a syndyk uberkasty drugą połowę należącą do ich matki. Mamy więc całość nieruchomości w rękach układu. Teraz można to sprzedać nawet za 20% ceny podstawionym ludziom. Wystarczy, że dyżurny rzeczoznawca uberkasty (np. Zbigniew Marczyk lub Kiejstut Pacowski ) zaniży wycenę nieruchomości, a syndyk postanowi sprzedać swoją część po każdej cenie i w drugim terminie licytacji mamy już nieruchomość za 20% ceny. Syndyk może sprzedawać za ile chce, jeżeli tylko zaakceptuje to sędzia komisarz. Mieszkanie trafia do uberkasty, a uzyskane ze sprzedaży pieniądze wypłacane są jako wynagrodzenia, koszty, prowizje, odsetki komornika, syndyka, rzeczoznawców i innych funkcjonariuszy uberkasty. Na koniec jeszcze jakieś pieniądze na odczepnego dostaje alimenciara. Finalnie ojciec dzieci trafia na ulicę i przestaje płacić alimenty w ogóle. W ten sposób bogaci się na ludzkich tragediach uberkasta i tak właśnie jest to realizowane w moim przypadku przez komornika Renatę Delert i syndyka Marcina Krzemińskiego z kancelarii Wspólnicy Malecha Krzemiński Noga – WMKN

XIX Wydział Gospodarczy Upadłościowy Sądu Rejonowego m.st. Warszawy i mocno naciągana upadłość

Sprawa upadłości mojej byłej prowadzona jest w XIX Wydziale Gospodarczym Upadłościowym Sądu Rejonowego m.st. Warszawy. Jej upadłość jest mocno naciągana. Moja była żona formalnie nie ma na chwilę obecną żadnych długów, a mimo to wepchnęli ją w procedurę upadłościową. Nie ma żadnego tytułu egzekucyjnego na nią. Dług, który wpisali w XIX Wydziale Upadłościowym na listę wierzytelności nie został jeszcze rozstrzygnięty przez sąd. Jest to dług hipoteczny, który w obecnym stanie prawnym nie może być już egzekwowany bez pełnego postępowania sądowego. Od trzech lat nie można takiego długu egzekwować na zasadach nakazowych, a więc na podstawie powszechnie wymuszanego przez banki papierka o dobrowolnym poddaniu się egzekucji. Niestety XIX Wydział Upadłościowy działa jak gdyby po staremu, bo tak uberkaście łatwiej przejąć majątek byłej żony. Po prostu dopisali jej dług w trybie nakazowym ignorując trwającą w sądzie okręgowym sprawę o ten dług z bankiem.

Upadłość konsumencka sposobem na ucieczkę przed podziałem majątku wspólnego po rozwodzie

Moja była żona została przekonana, że ogłoszenie upadłości konsumenckiej jest dla niej korzystne, gdyż w ten sposób ucieknie przed niekorzystnym podziałem majątku wspólnego po rozwodzie. Dla niej taki podział majątku byłby z pewnością niekorzystny, ze względu na moje spore nakłady ze środków przedmałżeńskich na wspólne mieszkanie (70 000 zł). Ponadto była żona przywłaszczyła sobie nasz wspólny małżeński samochód, który następnie przepisała na siostrę. Samochód ten nie został między nami rozliczony. Sprawa podziału majątku jest w toku. Ogłoszenie przez byłą żonę upadłości prowadzi do sytuacji, w której nie będą rozliczone moje nakłady przedmałżeńskie i udziały w przywłaszczonym przez nią samochodzie. Żona przed ogłoszeniem upadłości przepisała swój majątek na rodzeństwo, tak aby syndyk nie mógł tych przepisanych rzeczy zaliczyć do masy upadłościowej. Były to rzeczy znacznej wartości, a więc jej mieszkanie przedmałżeńskie i samochód. Upadłość mojej byłej żony jest więc ewidentnie działaniem w celu pokrzywdzenia mnie.

Tak jak wspomniałem, pomiędzy mną a byłą żoną toczy się postępowanie o podział majątku. Obecnie syndyk Marcin Krzemiński próbuje swoimi wnioskami zakończyć toczącą się sprawę o podział majątku, aby nie uwzględniać w procesie upadłościowym moich nierozliczonych przedmałżeńskich nakładów na mieszkanie wspólne oraz udziałów w majątku przywłaszczonym przez żonę, takim jak wspólny samochód. To absolutnie tendencyjne działanie. Na szczęście moją sprawę o podział majątku prowadzi niezależna sędzia i nie przychyliła się do wniosków syndyka.

Syndyk Marcin Krzemiński ukrywa przed wierzycielami upadłość ich dłużnika

W sprawie upadłości mojej byłej żony syndyk Marcin Krzemiński łamie moje prawa wierzyciela. Na początku postępowania upadłościowego syndyk ma obowiązek powiadomić wszystkich znanych wierzycieli o ogłoszeniu upadłości dłużnika i wezwać ich do zgłaszania wierzytelności. Oczywistym wierzycielem byłej żony jestem ja, więc bezwzględnie powinienem być powiadomiony o jej upadłości abym mógł zgłosić swoje wierzytelności wobec niej wynikające z opisanego wcześniej stanu braku między nami podziału majątku wspólnego.

Syndyk Marcin Krzemiński świadomie i celowo nie poinformował mnie o upadłości byłej żony, abym jak najdłużej nie mógł zgłosić swoich wierzytelności. O fakcie ogłoszenia przez nią upadłości dowiedziałem się całkowicie przypadkowo i wtedy skontaktowałem się z syndykiem Marcinem Krzemińskim. W rozmowie ze mną syndyk Marcin Krzemiński stwierdził, że nie zostałem poinformowany o upadłości żony, gdyż podobno nie zna mojego adresu. To absolutna bzdura. Od lat mieszkam niezmiennie pod tym samym adresem i była żona doskonale zna ten adres. Ponadto syndyk Marcin Krzemiński składa rozmaite pisma w moich sprawach sądowych. W sprawach tych podaje zawsze mój aktualny adres zamieszkania.

Dopiero po moim telefonie do syndyka Marcina Krzemińskiego otrzymałem od niego pismo informujące o upadłości mojej byłej żony. Otrzymałem je prawie 4 miesiące od ogłoszenia tej upadłości i dopiero po tym jak powiadomiłem syndyka, że już o wszystkim wiem. Syndyk Marcin Krzemiński pismo wysłał ewidentnie tylko po to by móc kłamać, że spełnił swój obowiązek informacyjny.

Przejęcie mieszkania pomimo uniemożliwiających to zapisów w księgach wieczystych

Aby zaliczyć fragment mieszkania byłej żony do masy upadłości należy dokładnie ustalić jaki to jest fragment mieszkania. Potrzebny jest więc podział majątku wspólnego. W moim przypadku układ był w stanie to ominąć i dokonali podziału nieruchomości w księdze wieczystej bez żadnego postanowienia sądu.

Dokonali tego dzięki swoim ludziom z IX Wydziału Ksiąg Wieczystych Sądu Rejonowego Warszawa Mokotów. Mają tam swojego referendarza Magdalenę Chaber (w biurze syndyka Marcina Krzemińskiego pracuje Anna Chaber). Referendarz Magdalena Chaber zmodyfikowała wpisy w księdze wieczystej w mocno podejrzanych okolicznościach (więcej na stronie o komorniku Renacie Delert). Dokonała sobie tam podziału mieszkania po połowie pomiędzy mnie i byłą żonę. Zrobiła to bez żadnej podstawy prawnej w postaci wyroku sądowego. Zaskarżyłem modyfikacje tych wpisów ale moje zaskarżenie przejęła i oddaliła sędzina uberkasty – sędzia Grażyna Kobuszewska Boniecka. Sędzia Grażyna Kobuszewska Boniecka przekazywała podobno całe kamienice na podstawie zwykłych świstków z ratusza – tzw. afera reprywatyzacyjna. Dzięki podziałowi mieszkania w księdze wieczystej, uberkasta otworzyła sobie drogę do przejęcia mojej nieruchomości metodą na komornika z syndykiem.

Moje udziały w mieszkaniu są większe niż połowa, ze względu na moje spore nakłady ze środków przedmałżeńskich. Złożyłem więc apelację od postanowień sędzi Grażyny Kobuszewskiej Bonieckiej utrzymujących oszukańcze wpisy w księdze wieczystej. Apelację tą wygrałem przed trzy osobowym składem Sądu Okręgowego w Warszawie. W efekcie sędzia Grażyna Kobuszewska Boniecka musiała wykreślić oszukańcze wpisy o podziale nieruchomości z księgi wieczystej.

Po wygranej przeze mnie apelacji stan mojej księgi wieczystej został skorygowany i uniemożliwia już sprzedaż częściową mieszkania. Nie można sprzedać fragmentu mieszkania, którego wielkość nie jest sprecyzowana w księdze wieczystej. Oznajmiłem to syndykowi ale on stwierdził, że wyrok sądu okręgowego mu nie przeszkadza, by przejąć mieszkanie. To bardzo ciekawa deklaracja. Syndyk Marcin Krzemiński jest ogólnie bezczelny i arogancki. Uważa, że przestrzeganie prawa go nie obowiązuje. Zachowuje się jak zwykły rosyjski egzekutor haraczy, a nie jak urzędnik państwowy. Zachowuje się tak, gdyż wie że ma nad sobą absolutny parasol uberkasty. Uważa, że prawa przestrzegać nie musi i nawet nie próbuje się z tym kryć.

Nie wolno mi dzwonić do syndyka Marcina Krzemińskiego, pomimo iż jestem wierzycielem w postępowaniu

Rozmowy telefoniczne z syndykiem Marcinem Krzemińskim są absolutnie rewelacyjne. Jeszcze ani razu nie dokończyłem z nim rozmowy normalnie. Od razu, gdy się z nim w czymś nie zgadzam to on się rozłącza i potem już nie odbiera telefonu obrażony. Ma też taki swój nawyk, że w pewnym momencie zaczyna nagle gadać w kółko bez końca, jak jakiś nawiedzony kaznodzieja. Coś jakby recytował przydługi wiersz. Nie można mu wtedy w ogóle przerwać. Jakby był w transie. Potem nagle urywa i się rozłącza.

Obecnie doszło już nawet do takiego absurdu, że syndyk Marcin Krzemiński zabronił mi dzwonić do siebie oraz do jego kancelarii WMKN. Podaje mi swój numer telefonu na pismach urzędowych, a jednocześnie nie wolno mi na ten telefon zadzwonić! Marcin Krzemiński jest syndykiem w sprawie, w której ja jestem wierzycielem i nie wolno mi zadzwonić do niego, ani do jego kancelarii! Ja mimo to czasami próbuje. W odwecie syndyk organizuje mi przesłuchania na Komendzie Rejonowej Policji Warszawa Śródmieście na Wilczej. Syndyk Marcin Krzemiński jest powiązany z ludźmi z Ministerstwa Sprawiedliwości, które jak wiadomo jest obecnie nieformalnie połączone z Prokuraturą Generalną. Dla tych ludzi nękające przesłuchania na komisariacie policji na Wilczej to podstawowa metoda zastraszania i rozwiązywania problemów.

Zaliczki syndyka idealną furtką do regularnego przejmowania środków finansowych upadłego

Dla uberkasty każdy wierzyciel to konkurent do podziału środków finansowych uzyskanych ze sprzedaży przejętego majątku. Majątek przejmą za ułamek ceny, a wpłacone przy kupnie pieniądze odzyskają jako: wynagrodzenia, koszty postępowania, koszty oszacowania, koszty egzekucyjne, prowizje, odsetki itd. itp. Wynagrodzenie syndyków w Polsce jest w zasadzie nieograniczone. Zatwierdza je sędzia komisarz na wniosek syndyka. Na upadłościach spółek syndycy potrafią wyciągnąć nawet kilka milionów swojego wynagrodzenia. Wynagrodzenie syndyków jest pokrywane z masy upadłościowej, a więc z majątku upadłego. Im więcej wypłaci sobie uberkasta, tym mniej otrzymają wierzyciele.

Należy dodać, że uberkasta nie musi czekać na zarobek do końca postępowania. Praktyka jest taka, że syndycy są regularnie zaliczkowani z budżetu sądowego. Według art. 4917 ust. 3 prawo upadłościowe: „W szczególnie uzasadnionych przypadkach sędzia-komisarz przyznaje syndykowi zaliczkę na pokrycie kosztów postępowania oraz zarządza jej niezwłoczną wypłatę tymczasowo ze środków Skarbu Państwa.” Wymieniona w ustawie zaliczka powinna więc być wypłacana w szczególnie uzasadnionych przypadkach, ale ponieważ nie ma ścisłej definicji co to są owe szczególnie uzasadnione przypadki, więc jest to furtka do wypłacania zaliczek bez umiaru.

Wygląda to tak, że syndyk wnioskuje o zaliczkę do sędziego komisarza i po zatwierdzeniu otrzymuje tyle ile chciał lub żeby było bardziej wiarygodnie, trochę mniej. Potem syndyk wnioskuje o kolejne zaliczki i tak w kółko uberkasta sięga po swoją dolę. Oczywiście wypłacają sobie tyle ile się da i jest to bez związku z obrotem spraw w postępowaniu upadłościowym. Później zaliczki są zgodnie z art. 4917 ust. 4 prawa upadłościowego zwracane do budżetu sądu, ale już ze środków finansowych upadłej np. z jej wynagrodzenia za pracę. W efekcie wszelkie środki finansowe wyciągnięte na tzw. zaliczki obciążają rachunek finansowy upadłej, z którego zaspokajani są potem wierzyciele.

Papier do drukarek, segregator i znaczki pocztowe za 5000 złotych wg. syndyka Marcina Krzemińskiego

W przypadku upadłości byłej żony syndyk Marcin Krzemiński zawnioskował do Sądu o zaliczkę 5000 zł zanim jeszcze ruszył w sprawie przysłowiowym palcem. Według wniosku syndyka te 5000 zł miało być na cyt.: „obsługę administracyjno-biurową, zakup znaczków pocztowych, książki nadawczej, artykułów biurowych (m.in. papier, zakup segregatorów, znaków opłaty sądowej). Do poniesienia będą również kwoty związane z najmem biura.” Trudno to wszystko nazwać szczególnie uzasadnionymi przypadkami. Również sama wysokość zaliczki jest bulwersująca. Wychodzi na to, że mamy w Polsce bardzo drogie znaczki pocztowe, segregatory i papier. Ciekawa jest również pozycja „najem biura„. Czy syndyk Marcin Krzemiński nie mógłby prowadzić takiej sprawy w swojej kancelarii? Ciekawe czy specjalista od prawa kościelnego syndyk Marcin Krzemiński do wszystkich 95 postępowań upadłościowych, jakie aktualnie sam prowadzi wynajął kolejno 95 biur na rachunki upadłych.

Na końcu wniosku syndyka Marcina Krzemińskiego o 5000 zł zaliczki znalazła się zapowiedź wniosków o kolejne zaliczki cyt.: „Jednocześnie syndyk wskazuje, iż w toku dalszego postępowania może znaleźć się w sytuacji braku środków na zaspokojenie kosztów postępowania, zatem nie wykluczony będzie wniosek o określenie kosztów postępowania albo wniosek o kolejną zaliczkę.” Aż strach pomyśleć jakiego wynagrodzenia zażąda specjalista od prawa kościelnego syndyk Marcin Krzemiński na koniec całego procesu upadłościowego.

Sędzia Kamila Wasilewska dla zasady okroiła syndykowi zaliczkę do 3000 zł, żeby nie wyglądało, że syndyk dostaje tyle ile mu się podoba. Zatwierdziła wypłatę i kasa na szkodę upadłej i jej wierzycieli została wypłacona. Jak wynika z tego, nie ma niestosowności w wynajmowaniu przez syndyka Marcina Krzemińskiego 95 biura oraz kupowaniu 800 segregatorów, 700 znaczków pocztowych lub 150 000 kartek do drukarek. Tyle tego można kupić za 3000 zł.

W przypadku upadłości mojej byłej żony nie ma w zasadzie na co wydawać pieniędzy. Sprawa jest w zasadzie prawie bez-kosztowa, jednakże syndykowi Marcinowi Krzemińskiemu jest ciągle mało. Ostatni pomysł syndyka Marcina Krzemińskiego, aby wydębić kolejną kasę, jest taki, że wysłał mi wezwanie do zapłaty za korzystanie z części mieszkania należącej do byłej żony: 6000 zł plus po 1000 zł za każdy kolejny miesiąc. Była żona wyprowadziła się sama bez powodu zabierając dzieci i wszystko co dała radę wynieść jej rodzina jak mnie nie było w domu. Zostałem sam w 4 ścianach i od 3 lat nie widuje dzieci, pomimo płacenia alimentów. Była żona i dzieci mogą wrócić kiedy zechcą, a jak nie zechcą to nic na to nie poradzę. Tymczasem syndyk Marcin Krzemiński wysyła mi teraz bezczelnie wezwanie do zapłaty, że skoro żona tam już nie mieszka to mam im teraz płacić po cenach rynkowych haracz za korzystanie z jej, nie wiadomo jakiej, części mieszkania!

Procedura preparowania listy wierzytelności przez syndyka Marcina Krzemińskiego

Syndykowi Marcinowi Krzemińskiemu chodzi ewidentnie tylko o to by przejąć majątek upadłościowy. Taki wierzyciel jak ja to dla niego konkurencja, gdyż część środków finansowych ze sprzedaży masy upadłościowej przypadnie mi. Chce więc mnie oszukać i wyeliminować z podziału. W tym celu syndyk Marcin Krzemiński postanowił uniemożliwić uznanie moich wierzytelności w postępowaniu. Poniżej przedstawiam, na moim konkretnym przykładzie, jak wygląda sposób działania syndyka Marcina Krzemińskiego w tej kwestii:

  1. Była żona ogłasza upadłość, w której syndykiem zostaje Marcin Krzemiński. W sprawie przez kilka miesięcy nic się nie dzieje a syndyk Marcin Krzemiński przez ten czas pobiera co miesiąc połowę wynagrodzenia upadłej oraz otrzymuje kilkutysięczną zaliczkę z sądu regulowaną ze środków na zaspokojenie wierzycieli.
  2. Syndyk Marcin Krzemiński ukrywa przede mną, jako wierzycielem upadłość żony pomimo, iż zna mój adres zamieszkania.
  3. Przypadkiem dowiaduje się o upadłości żony i natychmiast zgłaszam swoje wierzytelności wobec niej w postępowaniu upadłościowym
  4. Moje zgłoszenia wierzytelności giną w XIX Wydziale Gospodarczym Upadłościowym (więcej na stronie o sędzi komisarz Kamili Wasilewskiej).
  5. Już na drugi dzień, po zgłoszeniu moich wierzytelności, syndyk Marcin Krzemiński nagle błyskawicznie sporządza listę wierzytelności żeby przepchnąć ją przez procedurę bez uwzględniania moich zgłoszeń. W tym samym dniu spotyka się z upadłą i podpisuje ona listę.
  6. Współpracująca z syndykiem sędzia komisarz Kamila Wasilewska wysyła natychmiast mailem syndykowi Marcinowi Krzemińskiemu zarządzenie opublikowania listy wierzytelności. Robi to w sytuacji, gdy ma na biurku przed sobą moje nieuwzględnione zgłoszenia wierzytelności.
  7. Syndyk w tajemnicy przede mną natychmiast publikuje listę wierzytelności w MSiG. Wszyscy liczą na to, że jako zwykły człowiek nie orientuje się w procedurach i nie mam pojęcia o istnieniu monitora MSiG.

W moim przypadku nie udało się im. Przestudiowałem dokładnie jak wygląda procedura upadłościowa i wiedziałem o istnieniu Monitora Sądowego i Gospodarczego w skr. MSiG. Odnalazłem listę wierzytelności i ją zaskarżyłem. Teraz od pół roku kombinują jak tego zaskarżenia nie rozpatrzyć. Mam kopie wszelkich składanych w postępowaniu pism z pieczęciami biura podawczego, więc czekam spokojnie.

Ewidentne jest, że uberkasta upadłościowa ma doskonale opracowane sposoby na wyrolowanie wierzycieli i konkurentów do przejmowanego majątku. Zgłoszeniu wierzytelności nie są rozpatrywane, a w tym czasie, na siłę przeprowadzany jest proces upadłościowy. Majątek jest przejmowany za ćwierć ceny przez podstawionych ludzi, a pieniądze trafiają do kieszeni uberkasty.

Odpowiedzialność dyscyplinarna, odszkodowawcza i karna syndyka Marcina Krzemińskiego

W stosownym czasie złożę na działania syndyka Marcina Krzemińskiego skargę do Rzecznika Dyscyplinarnego Krajowej Izby Doradców Restrukturyzacyjnych. Nie wykluczone, że wystąpię również przeciwko syndykowi Marcinowi Krzemińskiemu z pozwem odszkodowawczym. Podobne działania planuję wobec współpracującego z nim komornika Renaty Delert.

Syndyk Marcin Krzemiński może odpowiadać również z Kodeksu Karnego. Według Art. 296 Kodeksu Karnego:

§1. Kto, będąc obowiązany na podstawie przepisu ustawy, decyzji właściwego organu lub umowy do zajmowania się sprawami majątkowymi lub działalnością gospodarczą osoby fizycznej, prawnej albo jednostki organizacyjnej nie mającej osobowości prawnej, przez nadużycie udzielonych mu uprawnień lub niedopełnienie ciążącego na nim obowiązku, wyrządza jej znaczną szkodę majątkową, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.

§1a. Jeżeli sprawca, o którym mowa w § 1 przez nadużycie udzielonych mu uprawnień lub niedopełnienie ciążącego na nim obowiązku, sprowadza bezpośrednie niebezpieczeństwo wyrządzenia znacznej szkody majątkowej, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

§2. Jeżeli sprawca przestępstwa określonego w §1 lub 1a działa w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8.

§4a. Jeżeli pokrzywdzonym nie jest Skarb Państwa, ściganie przestępstwa określonego w § 1a następuje na wniosek pokrzywdzonego

W chwili wprowadzania ostatnich poprawek do tego artykułu sytuacja przedstawiała się w ten sposób, że syndyk Marcin Krzemiński przez 10 miesięcy nie rozpatrzył jeszcze moich zgłoszeń wierzytelności. Wiem, że ten człowiek będzie mataczył w sprawie na maksa. Nie rozumiem natomiast kompletnie, jaka jest ostatecznie jego strategia postępowania. Na złożonych zgłoszeniach wierzytelności mam pieczęci biura podawczego. Kopie zgłoszeń znajdują się w aktach sprawy. Nie da się prowadzić postępowania upadłościowego bez rozpatrzenia moich zgłoszeń.

Udostępnij ten artykuł: